poniedziałek, 2 marca 2009

psikusy

Sesja sesją, człowiek traci kontakt z rzeczywistością. Sesja poprawkowa, sesją poprawkową, człowiek dochodzi do siebie przy odrobinie wspomagaczy (ah te żakowskie kurewstwo).

Jedna story. Catch up Istanbuldan, podróż pesteczką. Paskudna kurtka z jeszcze bardziej paskudnymi ściągaczami. Wysiadasz na Szymanowskiego. Ot, jak się okazuje dzięki ściągaczom nie wysiadasz na szymanowskiego, bo nie możesz oderwać dupska od siedzenia. What a pity.

Pół biedy.

Druga story. Student po angielsku wymyka się z wykładu w przerwie między jedną a drugą częścią. W drodze ewakuacji organizm daje się we znaki, a natura wzywa. Takoż odziany w strój podróżny zasiada na tronie w królestwie wc. Wielka ulga (niczym u Leonidasa rżnącego bóg wie kogo niczym czarny pokost w dżungli potępienia |adnotacja: właściwie była to dżungla czegoś innego, ale trudno spamiętać fragment notatek z pierwszej strony zeszytu od polskiego z drugiej klasy liceum|). Anyway, po wiadomym odprężeniu, student wstaje i... właśnie nie wstaje. Wiadomy ściągacz ściąga dupę do parteru (shit, już wiemy czemu ściągacz!), po szybkim rekonesansie terytorialnych pułapek w postaci deski klozetowej, uwolniony (wolność! słowo zacne) ucieka, niczym olympijski biegacz. Wylatuje z gmachu głównego. Coś o udo haczy, coś uwiera, niczym ciernie drące skórę bladą. Ot! Ci fancik na ściągaczu wiezie! Przez pół miasta, tuż u boku swego niczym giermka przy rycerskim łonie. Żak li zgarnął... wc-towską kostkę :D

Happy end.
Happy endu nie ma. Rytualnym ciosem, obrzeza swój żakiet. Nie ma miejsca dla ściągaczy i niewiernych partii.

Brak komentarzy: