wtorek, 22 lipca 2008

Bez ładu i składu?

Godzina 6:20. Teren hiper-sklepowego pożeracza dusz i portfeli. Dookoła jeszcze zimny, po nocnej wizycie dostojnego Dziadka Mrozu, raniony słonecznymi promieniami asfalt. Gdzieniegdzie przemykają pojedyncze, wypełnione po sam sufit samochody dostawcze. To w tej szarej scenerii, w porannym amoku, do młodego, styranego po nocnej zmianie mężczyzny podchodzi dostojny Jabolczyk, atrybutem którego tygodniowy zarost. Ów unikalną, z punktu widzenia "socjum" istotę najprawdopodobniej zwabił tajemniczy blask, niczego innego a wyblakłego T-shirta, z wdzięcznym nadrukiem "Woodstock 2004".
- Jedziecie na Woodstock? - zagaił z zaskoczenia, a głos jego brzmiał Dionizosem...