Dzisiaj trochę o recyklingu.
Jako palacz doskonale rozumiem zjawisko głodu nikotynowego. I jako palacz doskonale rozumiem dreszcze ogarniające ciało i nieodpartą chęć zrobienia wszystkiego, żeby tylko zapalić. Póki co przyjrzyjmy się cenom rynkowym dotleniaczy raka:
- średnia cena paczki na dzień dzisiejszy - 7-8 zł, mowa tu o półce niższej, w której występują m.in. viceroy'e, tigery etc. etc.
- najtańsze pety - ok. 6zł (Nexty a fuj, Paramounty - klasowo coś jak viceroy)
Produkcja domowa - dotychczas - worek przyzwoitego tytoniu 250g + gilzy 250 sztuk - niecałe 40zł, odpowiednik ok. 12 paczek, czyli niecałe 4zł za paczkę. Tytoń podrożał dwukrotnie w ostatnim miesiącu, więc o tym rozwiązaniu można zapomnieć.
Do rzeczy - masz nieodpartą pokusę zapalenia, 2zł w kieszeni i żadnego kiosku sprzedającego papierosy na sztuki. Można zapukać do pięknej sąsiadki i wysępić jednego. Ale ile razy? I w tym momencie załącza się kreatywność ekologicznego człowieka.
Wymagane składniki:
1. Kultura - nie rzucaj petów gdzie popadnie, lepiej zachować je na czarną godzinę (o ile nie jarasz do gwizdka). Tym sposobem zyskujesz dodatkowe miligramy tytoniu i nie wkurwiasz greenpeace'owców.
2. Gilzy + maszynka do ubijania, albo zwykła kartka papieru (najlepiej herlitza).
Przepis:
Wydobywamy resztki tytoniu z gwizdków na czystą, równą powierzchnię. Ustawiamy ściechę i wsypujemy do maszynki/rurki skręconej z kartki papieru. I Voila!
Możemy rozkoszować się ostrym tytoniem, kopiącym po bani.
Do następnego.
niedziela, 24 maja 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)